Mute

Chciałbym stłumić śmiech i krzyk

Szepty, głosy, myśli, ryk

Zdania wątłe i te tłuste

Ważne gesty i te puste

Ściszyć szumy, skargi, rady

Te spojrzenia, winy, wady

Pozagłuszać wszystkie twory

Miłość, złość i wymysł chory

Chciałbym zgasić wszystkie masy

Linie, mapy, wniosków trasy,

Tak zagłuszyć wszystkich męce

Świat wyłączyć

Umyć ręce

Opublikowano Bez kategorii | Skomentuj

Pijalnia

Krzywe znaki dróg skrzywionych

Niosą studnię z której piję

Tak otwarcie nimi kroczę

Aż jej wino mnie upije

Wtedy ujrzę ten krajobraz

Którym zmysły zalepiacie

Tworząc nowe fundamenty

Z wiatru domy swe stawiacie

Cierpkie wino mroczy słowa

Coraz milej jest mi w głowie

Zaraz wszystek tu uwierzę

Moment, najpierw rzygnę sobie.

Opublikowano Bez kategorii | Skomentuj

Bezludny żeglarz

Pachnie wiatr między słowem

Wiejąc między stronicami

Przekładając dzień po dniu

Gubiąc się nad ulicami

Mapa szeptów ledwo żywa

Trąca oddech mój nierówny

Powtarzając mantrę jedną

Mocząc ją w atrament zgubny

Więc dryfując na tym morzu

Co  granatem się oznacza

Chowam złote liście czasu

W mej klepsydrze co się stacza

Mocząc palce w każdym słowie

Płucząc twarz każdym wdechem

Wyczekuję wciąż nielądu

Tuląc się nadziei mchem

Opublikowano Bez kategorii | Skomentuj

Melodia jednego widza

Zagram Ci melodie, a Ty słuchaj lecz nie tańcz.

Sam zakołysze świat.

Uplote sznur z pięknych dźwięków dnia a Ty patrz lecz nie przerywaj.

Będzie to pieciolinia kolejnych minut.

Troszkę przyciemnie dzień by nadać posmak nocy, a Ty patrz i podziwiaj.

Nastrój stworzę idealny.

Zanucę swe myśli zawiesząc na nich sznur by delikatnie oplatać je dźwiękiem, a Ty patrz lecz nic nie mów.

Zaraz całość się dopełni.

Wiąże krawat z cichej pieśni, która brzmi jedyny raz, a Ty chłoń tą każdą nutę lecz ich nie pamiętaj.

Sztuka tylko jest wspomnieniem.

Zeskakuję z krzesła chwili by ukrócić w pauzach płacz, a Ty patrz lecz nie odcinaj.

Odpoczywać przyszedł czas.

 

Opublikowano Bez kategorii | Skomentuj

Linia

Codziennie ją przesuwam

by jej nie przekroczyć.

I tak budząc się co wieczór

ciągnę ją za sobą…

Opublikowano Bez kategorii | Skomentuj

Wołanie o pomoc

Nad krawędzią czarno białą gdzie abstrakcja gra w przepaści

Stawiam kroki idąc w zapaść, szepcząc słowa różnej maści

Zatopione są me wargi w syrenadzie krzyków duszy

Chórem echo niesie obraz co się w swoich ramach kruszy

Słońce mnie zaczyna parzyć w deszczu się zaczynam topić

Krok po kroku ciągle stawiam zaczynając z siebie drwić

Tak połykam każdy dzień, bo już ugryźć nie potrafię

Chwytam resztę cienia swego choć i tak już go nie złapię

Nad krawędzią czarno białą gdzie abstrakcja gra w przepaści

Upuściłem cały balans pragnąc tulić się w Twej garści

 

 

 

 

Opublikowano Bez kategorii | 2 komentarzy

Ainap

Uwolniony spadam w lochy, gdzie zakuwam się w kajdany. Gdzie zamykam kratę świata by pogłębiać swoje rany.

Puszcza rękę moją światło, które w ciemność zamienilem, ja w ciemności się tej kocham, jednak ją też zadusilem.

Więc upuszczam zacisk dłoni, światło wciąż  udaje ciemność, ja udaję że nie widzę zatem wieszam swoją czelność.

Odejdź światło choć zawołam, Ty nie wpuszczaj mnie w swe progi. Widzę myśli Twe „nie widzisz”, więc oddaje obraz błogi.

Opublikowano Bez kategorii | Skomentuj

Nie chemiczny

Nie umiem związać się z tlenem wdychanym przez ludzi, więc duszę się pod serca drzwiami.

Czekam ślusarza by mnie wypuścił, chemika co zwiąrze się z mymi wadami.

Opublikowano Bez kategorii | Skomentuj

River Flows in You

Owijam się pięciolinią dźwięków w wąskich czterech ścianach.

Rozpościeram skrzydła myśli goniąc oddech w nuty czarach.

Nieobecnie wszechobecny, skamieniały w oczach płonę

Tracę wagę swojej duszy,  więc unoszę się, nie tonę.

A gdy zmysł dotyku rusza w taniec z damą czarno białą

Myśl co płynną była, wnet się staje myślą stałą.

 

Opublikowano Bez kategorii | Skomentuj

W drugiej osobie

Męczy mnie poezja, która czesze fale sztormu.

Która szepcze przez aksamit usypiając wszystkie sny.

Niech zapłaci za minuty które puste są do szpiku.

Niech przełamie głuchy pisk, swoje wszystkie żółte kły.

Uspokaja mnie poezja, która gładką taflą lodu.

Która krzyczy w swym półtonie nie zbudzając żadnych snów.

Niech pochłania te minuty co nagością okrywane.

Niechaj strzeże tu bezgłosu, wiecznie ostrząc swoje kły.

Opublikowano Bez kategorii | Skomentuj